2-4.08.2013 w tych dniach przeżyliśmy niesamowitą wyprawę turystyczno-krajobrazową prowadzącą przez najwyższe pasma Beskidów Wschodnich. Ze wschodem słońca wyruszyliśmy w Bieszczady by dotrzeć do wsi Wetlina, gdzie w gospodarstwie turystycznym „Piotrkowa Polana” rozbiliśmy nasze obozowisko. W nabyciu nowych umiejętności, czyli rozstawieniu namiotów, wszyscy spisali się na piątkę. Przyszła pora na zgromadzenie prowiantu, odpowiedniej ilości wody i wyruszenie na szlak. Drogę rozpoczęliśmy od schroniska PTTK „Jaworzec”, gdzie znajdują się pozostałości cmentarza łemkowskiego z nieistniejącej obecnie wsi Jaworzec . Do dziś zachował się żelazny krzyż na cokole z piaskowca ufundowany przez mieszkańców Jaworca dla upamiętnienia zniesienia pańszczyzny w 1848. Po rekonesansie historycznym terenu oraz zanurzeniu stóp w rzece Wetlinka, ruszyliśmy w stronę punku docelowego czyli zdobycia góry Smerek (1222 m n.p.m.). Przedzierając się przez gąszcza mało uczęszczanego szlaku, dotarliśmy na szczyt z pośród którego rozprzestrzeniał się piękny widok w stronę połonin, a u podnóża szkliły się w słońcu dachy wsi Wetlina. Po tak aktywnie spędzonym dniu, nasza obiadokolacja w formie pomidorowej zupy, pierogów oraz kompotu z śliwek i jabłkami smakowały jak …mmm to musicie sami przeżyć. Po kolacji nabycie kolejnych umiejętności, tym razem rozpalanie ogniska, a co za tym idzie nauka bieszczadzkich piosenek i śpiewy przy akompaniamencie gitary. Piękna niezapomniana atmosfera pod egidą milionów gwiazd.
    Kolejny dzień powitał nas słonecznym uśmiechem. Po wspólnie przyrządzonym śniadaniu, wyjechaliśmy do wsi Wołosate, gdzie rozpoczyna się szlak turystyczny na Tarnica (1346 m n.p.m.) najwyższy szczyt polskich Bieszczadów. Tym razem skorzystaliśmy z usług przewodnika bieszczadzkiego, gdyż nasze górskie ambicje nie kończyły się na Tarnicy, a na zdobyciu całej „korony Bieszczad” a dokładnie Tarnica-Halicz-Rozsypaniec. W trakcie 6 godzinnej wędrówki prowadzący naszą grupę przewodnik przyznał, iż nigdy nie spotkał się z tak ambitną, dobrze zorganizowaną i wytrzymałą grupą młodzieży. Zmęczeni, ale dumni i szczęśliwi ze zdobycia wszystkich wierzchołków wróciliśmy na obiadokolacje. Po takim dniu zasłużyliśmy na lody. Z nadejściem nocy rozjaśniało ognisko, śpiewy i smak pieczonej kiełbasy. Tych chwil długo jeszcze nie zapomnimy.
    Ostatni dzień spędziliśmy pluskając się w potokach górskiej rzeki Wetlinka. Czysta, zimna i wielce orzeźwiająca. Jak widać w galerii zdjęć zabawa była przednia. Po południu wyruszyliśmy w stronę Rzeszowa żegnając się z naszymi ukochanymi Bieszczadami, w których czas jakby się zatrzymał a życzliwość ludzka jest prawdziwa. Pozostawiamy w pamięci to, co przeżyliśmy, dokonaliśmy i czego się nauczyliśmy i wiemy, że za rok wrócimy.